Podróż bohatera
Ciemność… Widzę ciemność. Ciemność widzę…
„Idź w las. Idź w las. Jeśli nie wejdziesz do lasu, to nic ci się nie przydarzy i nigdy nie zaczniesz naprawdę żyć.”Clarissa Pincola Estes „Biegnąca z wilkami”
Poszłam dziś na spacer do lasu, przed siebie, z intencją „ciekawe, czego dzisiaj nauczy mnie las?”.
Weszłam w znany las, znaną ścieżką, odeszłam trochę od ruchliwej szosy i puściłam mojego psa luźno bez smyczy.
Po raz pierwszy w tym miejscu Kubuś biegał sobie na luzie, puściłam go z intencją „leć, z Bożą opieką”.
Uwalniam mój lęk o niego, że gdzieś poleci za sarną czy na drogę i coś mu się stanie, jest mocno reaktywnym psem. Wczoraj gonił lisa po łące, na parę minut zniknął w lesie, ale potem wrócił – taki szczęśliwy! Dziś poszłam o krok dalej, bo latał sobie w miejscu, gdzie wcześniej zawsze był na smyczy.
Idziemy dalej i widzę zupełnie nową ścieżkę, taki fragment wykoszonej łąki ciągnący się wzdłuż smródkowego strumyka.
Kubuś już tam leci.
Przejechał pociąg z węglem w oddali.
Wchodzę na tę nową ścieżkę.
Idziemy wzdłuż pięknych, wysokich traw bujających się na wietrze, aż ścieżka się kończy, zaczyna się gęsty las, a na drugą stronę rzeczki można przejść tylko po starej, wąskiej rurze ciepłowniczej.
Myśl: mogę zawrócić, ale nie chcę.
Za mną jest dzika ścieżka z trochę śmierdzącą rzeczką, a przede mną elegancka szosa, co prawda zasuwają po niej tiry, ale dam radę.
Przeszłam po rurze.
Kubuś został, położył się zadowolony na ziemi i mówi do mnie: „Pańcia, ja tam nie idę”.
Nie miałam niestety parówek, żeby go zmotywować do przejścia po rurze po dobroci, więc wróciłam po niego, wzięłam go pod pachę (cały był przestraszony) i przeniosłam.
Szliśmy dalej drogą biegnącą wzdłuż nasypów kolejowych, po paru minutach odwróciłam się i zobaczyłam za sobą chmurę pyłu, kurzu, którą uniósł wiatr. Ja już byłam w czystym miejscu, ale za mną były tumany pyłu.
Myśl: Jesteśmy gdzieś mega daleko, nie wiem gdzie, ale już tam nie wracam! Idę przed siebie.
Żaden tir nas nie minął na tej drodze :)
Doszłam do zakrętu, szosa prowadziła w prawo, w przeciwną stronę niż mój dom.
Poszliśmy w lewo, w krzaki, w jakąś mini ścieżynkę w kierunku mojej wsi.
Przeleciały 2 motylki – to mój znak.
Jest dobrze, idę dalej.
Ścieżka zaraz się skończyła i zrobiły się chaszcze.
Chwila zwątpienia…
Nagle widzę dwie sarny bardzo blisko, a one w ogóle się nas nie bały.
Sarny to też mój znak.
No to idę dalej, przez chaszcze, krzaczory, odrastający las pod linią energetyczną wysokiego napięcia… czuję stresik, bo nie wiem gdzie jestem i jak daleko jeszcze trzeba będzie iść, aby wrócić do domu.
A tak naprawdę najbardziej boję się utknąć i znaleźć się w miejscu, z którego będzie trzeba zawrócić.
Widać w oddali przejeżdżające samochody.
Idę wciąż przed siebie.
Myśl: zaraz dojdę do głównej szosy i pójdziemy sobie elegancko wzdłuż niej.
A tu guzik!
Okazało się, że oddziela nas głęboki rów z kolejną płynącą dołem smródką.
No to idę wzdłuż rowu, dalej przed siebie przez kolejne chaszcze.
Widzę w krzakach dużo śmieci.
Myśl „ludzie tu byli, idę dalej, tam musi być jakaś cywilizacja”
Idę i idę…
Widzę szklarnię, myślę sobie – o, skręcę przy szklarni i pójdę sobie chodnikiem, a potem przez wieś.
Idę i idę…
A tu znowu guzik!
Doszłam do szklarni, a rów kończy się na płocie.
Skręcam w drugą stronę i idę przed siebie.
Jak miło, że ktoś wykosił ścieżkę wzdłuż płotu, bo dalej szłabym przez chaszcze…Ale już jest łatwiej, wykoszone i cywilizacja.
Obeszłam cały teren szklarni, a za nim wyłoniły się kolejne chaszcze i kolejny rów z wodą, ale aha – jak miło, że jest mostek nad rowem.
Przechodzę przez niego i widzę szeroki pusty teren.
Idę dalej przez dziką łąkę, przedzieram się przez kolejne chaszcze, już rzadsze i z perspektywą, że tym razem wiem, wiem, że na końcu tej łąki jest ścieżka, którą czasem chodzę na spacer. Wiem, że tak jest, bo już tam byłam.
Odnajduję tę ścieżkę, już cała jestem spocona, ale myślę sobie: no to teraz jestem w domu.
Za chwilę widzę ogromne, przewrócone drzewa na ścieżce i (niespodzianka!) gęste chaszcze po obu stronach.
Znowu przeszkoda.
Tym razem to Kubuś idzie pierwszy, przeskakuje przez pierwsze drzewo, przechodzi pod drugim, a ja czołgam się na ziemi za nim…
Myśl (czołgając się): „no to teraz już chyba na końcu tej drogi będzie czekał mój książę z szampanem?”
Ubawiłam się …
Po dłuższej chwili doszliśmy do mojej wsi i przechodzimy obok kurnika. Kubuś skoczył na płot, szczekając i przestraszył całe stado kur (pierwszy raz coś takiego zrobił!).
I po kolejnych 20 minutach, znanymi ulicami wróciliśmy do domu.
Ta droga była dla mnie skarbem i księciem 2w1.
A teraz sobie poleżę i odpocznę.
I żyli długo i szczęśliwie
Wyniosłam dziś z lasu skarby, dużo skarbów, dużo odwagi i myśl: jeśli będę iść przed siebie, nie utknę, zawsze jest jakaś możliwość, jakaś ścieżka…
Jeśli Ty teraz siedzisz w jakimś ciemnym lesie, albo nawet idziesz przez jasny las, ale nie wiesz dokąd – idź przed siebie, tam musi być jakaś cywilizacja!
Taka jest podróż bohatera.
Idziesz przed siebie i nie zawracasz, bo ciągną Cię niewidzialne siły: miłość, ciekawość, odwaga i ochota… Piękne to jest, kiedy potem spoglądamy za siebie i widzimy całą tę drogę i wszystkie wyzwania, którym sprostaliśmy – sami – ale też – z pomocą natury i Siły Wyższej.
Dziś były ze mną motyle, sarny i mój pies ;)
Ciekawa jestem, jakie są Twoje zwierzęta mocy?
W jakim lesie jesteś dzisiaj? Jesteś na słonecznej polanie czy czołgasz się pod konarami drzew?
Wiedz, że nie jesteś sama, sam.
Wszyscy idziemy tą drogą, a nasze dusze trzymają się za ręce.
Tu zapiszesz się do mojego newslettera VIP – zapisz się, aby otrzymywać Listy do Duszy.
Wszystkie aktualne terminy warsztatów w Leśnym Atelier znajdziesz tutaj.
Jeśli lubisz czytać moje treści, możesz z wdzięcznością postawić mi wirtualną kawę.






